Obserwacja cykliczności zmian na rynkach pozwala przypuszczać, że indeks cen surowców wkrótce może osiągnąć szczyt swoich możliwości i wejść w spadkową korektę. To zaś zwykle nienajlepszy sygnał także dla akcji. Indeksowi cen surowców CRB Futures do poziomu ze szczytu gospodarczego ożywienia z lat 2006 – 2007 brakuje około 10 proc. Wskaźnik S&P500 potrzebuje około 20 proc. do swego maksimum sprzed załamania finansowego z 2007 roku. Indeks surowcowy, by osiągnąć 

Obserwacja cykliczności zmian na rynkach pozwala przypuszczać, że indeks cen surowców wkrótce może osiągnąć szczyt swoich możliwości i wejść w spadkową korektę. To zaś zwykle nienajlepszy sygnał także dla akcji.
 
Indeksowi cen surowców CRB Futures do poziomu ze szczytu gospodarczego ożywienia z lat 2006 – 2007 brakuje około 10 proc. Wskaźnik S&P500 potrzebuje około 20 proc. do swego maksimum sprzed załamania finansowego z 2007 roku. Indeks surowcowy, by osiągnąć swój rekordowy poziom z połowy 2008 roku, musiałby pójść w górę o ponad 40 proc. To raczej mało prawdopodobne, nawet z pomocą Chin. A rozpoczęty tam cykl zaostrzania polityki pieniężnej i chłodzenia koniunktury wskazuje wręcz, że na dynamiczny wzrost popytu na surowce raczej nie ma co liczyć.
 
W ciągu ostatnich 16 lat czas trwania cyklicznej hossy na rynku surowcowym ulegał coraz poważniejszemu skróceniu, przy jednoczesnym zachowaniu dynamiki wzrostu wartości indeksu CRB. Najdłuższe okresy surowcowego boomu miały w tym czasie miejsce od 1994 do 1997 roku i od 2002 do 2006 roku. Oba trwały około 4 lata, choć ten drugi przyniósł znacznie większą zwyżkę indeksu, sięgającą 150 proc., a więc niemal dwukrotnie wyższą, niż ten z drugiej połowy lat 90-tych ubiegłego stulecia.
 
Pozostałe fale wzrostu cen surowców były już znacznie krótsze, liczyły po około dwa lata. Wszystkie przynosiły wzrost indeksu CRB Futures o około dwie trzecie. Wszystkie te okresy wzrostu przerywane były dość krótkimi, trwającymi maksymalnie 12 miesięcy, spadkowymi korektami o zróżnicowanej dynamice. Najbardziej dotkliwa była ta z lat 2008-2009, czyli okresu, w którym globalny kryzys przenosił się ze sfery finansów do realnej gospodarki, a nasilenie paniki na rynkach osiągało apogeum. CRB zniżkował wówczas o prawie 58 proc. w czasie zaledwie siedmiu miesięcy. To właśnie wtedy notowania ropy naftowej spadły z rekordowego poziomu 147 dolarów za baryłkę do 37 dolarów, czyli o 68 proc., a kontrakty na miedź poszły w dół o 66 proc.
 
Osłabienie koniunktury na rynku surowcowym najczęściej wywiera niekorzystny wpływ na sytuację na giełdach akcji. Nawet jeśli spadkom indeksu CRB nie towarzyszy załamanie wskaźników giełdowych, to mamy do czynienia z co najmniej bardzo silnym ograniczeniem dynamiki ich zmian. Wyjątek od tej prawidłowości stanowił okres od października 1997 do grudnia 1998 roku, gdy 40 proc. spadek CRB nie przeszkodził indeksowi S&P500 w osiągnięciu przekraczającej 36 proc. zwyżki. Można jednak powiedzieć, że to odstępstwo zemściło się później na rynku akcji. Gdy w latach 1999-2000 surowcowy indeks wzrósł o 67 proc., S&P500 zyskał zaledwie 6,7 proc., czyli poruszał się z dziesięciokrotnie mniejszą dynamiką niż CRB, a w 2001 roku stracił na wartości znacznie mocniej niż surowcowy wskaźnik. Trzeba jednak pamiętać, że koniec ubiegłego wieku to czas nowych technologii, czyli internetowej bańki, do powstania której ropa i miedź nie była niezbędnie potrzebna, a krzem na giełdach dziwnym trafem nie był notowany.
 
Z odstępstwem od surowcowo-akcyjnej korelacji mieliśmy też do czynienia w pierwszej fazie ostatniego kryzysu. Zanim ze sfery finansów przeszedł do realnej gospodarki, CRB zdążył od stycznia 2007 do lipca 2008 roku wzrosnąć o 63 proc. W tym czasie S&P500 tracił już 11 proc. Od tego czasu CRB i S&P500 idą niemal łeb w łeb, czyli sytuacja na rynku surowcowym przekłada się na koniunkturę na Wall Street.
 
Ostatnia faza hossy na obu rynkach, rozpoczęta na przełomie lutego i marca 2009 roku, czyli trwająca już niemal dwa lata, a więc niebezpiecznie długo, biorąc pod uwagę skracający się cykl zmian, charakteryzuje się słabnącą dynamiką, choć cała hossa należy do najmocniejszych od kilkunastu lat. Na rynkach akcji, szczególnie na Wall Street, trwa festiwal rekordów, jednak toczący się bez spektakularnych wzrostów. Na rynkach surowcowych można obserwować trzy interesujące zjawiska.
 
Pierwsze, to rekordowo wysokie notowania miedzi. Drugie, to bardzo umiarkowane zwyżki cen ropy naftowej i wyraźne kłopoty z pokonaniem poziomu 100 dolarów za baryłkę. Trzecie, to pojawienie się nowych liderów pod względem dynamiki wzrostów. Przykładem może tu być pszenica, srebro, bawełna. W efekcie notowania wielu surowców znajdują się już na historycznie najwyższych poziomach i nie widać powodów, dla których miałyby kontynuować szaleńcze zwyżki. Raczej należałoby spodziewać się głębokich korekt, czego zresztą część z nich już doświadczyło. Teza, że odradzająca się gospodarka globalna będzie pochłaniać surowce przemysłowe w ogromnych ilościach bez względu na cenę, jest mocno dyskusyjna.  
 
Import miedzi przez Chiny zmalał już w 2010 r., przewiduje się, że w bieżącym roku spadnie o 4,5 proc., między innymi z powodu wysokich cen metalu. Agencja Fitch zwróciła w ostatnich dniach uwagę, że bardzo wysoka inflacja w Państwie Środka stwarza zagrożenie dla tempa wzrostu gospodarczego w całej Azji ostrzega o możliwości obniżenia ratingów niektórych państw tego regionu. Możemy więc mieć do czynienia z sytuacją, w której wyśrubowane ceny surowców staną się barierą dla globalnego wzrostu i źródłem groźnych zjawisk inflacyjnych. Powoli wyczerpują się też monetarne zjawiska, sprzyjające wzrostowi cen surowców, takie jak skrajnie niskie stopy procentowe, ilościowe luzowanie polityki pieniężnej, a gigantyczne programy stymulowania gospodarek zaczynają być zastępowane polityką zaciskania pasa i oszczędności budżetowych.
Można więc dostrzec sporo symptomów, wskazujących na zbliżanie się kresu surowcowej hossy. A jak wynika z obserwacji historycznych, podobny los może czekać rynki akcji. 
 

 
 
Roman Przasnyski
 
 
 

Zobacz także:
 
 
 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj