Fatalna atmosfera na rynkach finansowych, związana z obawami o wypłacalność Grecji i pozostałych krajów grupy PIIGS, mocno nadwyrężyła kondycję naszej waluty. Dziś kurs dolara przekroczył poziom 3,1 zł, euro zdrożało do ponad 4 zł, a za franka trzeba było płacić już 2,8 zł. Zaledwie miesiąc wcześniej Narodowy Bank Polski interweniował na rynku walutowym w celu osłabienia nadmiernie umacniającego się złotego. Dziś po ówczesnych kłopotach nie ma śladu. Można się zastanawiać, czy wkrótce nie dojdzie do interwencji w przeciwnym kierunku. Od połowy kwietnia dolar zdrożał z 2,822 do 3,12 zł, czyli o prawie 30 groszy.

Fatalna atmosfera na rynkach finansowych, związana z obawami o wypłacalność Grecji i pozostałych krajów grupy PIIGS, mocno nadwyrężyła kondycję naszej waluty. Dziś kurs dolara przekroczył poziom 3,1 zł, euro zdrożało do ponad 4 zł, a za franka trzeba było płacić już 2,8 zł.

Zaledwie miesiąc wcześniej Narodowy Bank Polski interweniował na rynku walutowym w celu osłabienia nadmiernie umacniającego się złotego. Dziś po ówczesnych kłopotach nie ma śladu. Można się zastanawiać, czy wkrótce nie dojdzie do interwencji w przeciwnym kierunku. Od połowy kwietnia dolar zdrożał z 2,822 do 3,12 zł, czyli o prawie 30 groszy. Oznacza to ponad 10 proc. osłabienie naszej waluty. O ponad 21 groszy, czyli o 5,6 proc. straciła nasza waluta wobec euro. W ciągu trzech tygodni z 2,665 do 2,818 zł zdrożał frank szwajcarski. Spłata raty kredytu w wysokości 300 franków kosztowałaby nas więc prawie 46 zł, czyli o 5,7 proc. więcej.

Po raz kolejny okazało się, że na siłę naszej waluty decydujący wpływ mają wydarzenia na rynku światowym oraz nastawienie inwestorów do ryzyka. Gdy wzrasta niepokój, czynniki związane z naszą gospodarką schodzą na dalszy plan. Jednak w dłuższym czasie nabierają większego znaczenia. Można więc mieć nadzieję, że gdy tylko obawy związane z uruchomieniem pomocy dla Grecji nieco osłabną, złoty odrobi sporą część poniesionych w ostatnich dniach strat. W tej chwili głównym powodem niepokoju jest zatwierdzenie wsparcia, zarówno przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy, jak i parlamenty poszczególnych państw europejskich.

O ile w przypadku Funduszu większych problemów nie należy się spodziewać, to ze zwiększoną nerwowością możemy mieć do czynienia w przypadku choćby Niemiec. Dyskusja może być tam gorąca, a wynik głosowania wcale nie tak pewny. Ze sporymi perturbacjami na rynkach finansowych możemy mieć więc do czynienia co najmniej do końca tego tygodnia, a niepokój nie opuści inwestorów prawdopodobnie aż do 19 maja, gdy mija termin spłaty przez Grecję zadłużenia w wysokości 9 mld euro.

Dziś kurs dolara do złotego znalazł się na poziomie najwyższym od połowy lipca ubiegłego roku, frank od grudnia 2009 r., a euro jest najdroższe od początku lutego tego roku. Z obecnego poziomu wartości złotego wobec głównych walut zadowoleni są przedstawiciele Narodowego Banku Polskiego i Rady Polityki Pieniężnej. Wiceprezes NBP Witold Koziński ocenił dziś, że kurs euro sięgający około 4 zł jest bliski kursu równowagi, zaś Anna Zielińska-Głębocka z RPP stwierdziła, że nie ma obawy głębokiego spadku wartości złotego. Z osłabienia się naszej waluty cieszą się z pewnością nasi eksporterzy, którym silny złoty zaczynał już nieco doskwierać. Choć część analityków spodziewa się trwającej kilka tygodni tendencji dalszego osłabiania się złotego, prawdopodobnie jego skala nie będzie zbyt duża.

Roman Przasnyski Gold Finance

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj