Po poniedziałkowej fatalnej sesji, podczas której europejski rynek akcyjny (STOXX Europe 600) zapadł się o 4,1 % i wszedł w fazę bessy, a amerykański poszedł w dół aż o 6,66%, najbardziej od grudnia 2008 r., ale zdołał jednak pozostać jedynie w fazie korekty, dziś na globalnych parkietach znów jest bardzo, ale to bardzo gorąco. Rytm wybijany jest oczywiście cały czas piątkową decyzją agencji ratingowej Standard and Poor’s o obniżeniu długoterminowego ratingu USA.
Po poniedziałkowej fatalnej sesji, podczas której europejski rynek akcyjny (STOXX Europe 600) zapadł się o 4,1 % i wszedł w fazę bessy, a amerykański poszedł w dół aż o 6,66%, najbardziej od grudnia 2008 r., ale zdołał jednak pozostać jedynie w fazie korekty, dziś na globalnych parkietach znów jest bardzo, ale to bardzo gorąco. Rytm wybijany jest oczywiście cały czas piątkową decyzją agencji ratingowej Standard and Poor’s o obniżeniu długoterminowego ratingu USA z najwyższego poziomu AAA do AA+ i związanymi m.in. z tym faktem obawami inwestorów o słabnące perspektywy dla globalnej gospodarki i co za tym idzie dla przyszłych wyników spółek.
To, że na rynkach Starego Kontynentu jest we wtorek „piekielnie” nerwowo pokazuje m.in. zachowanie się paneuropejskiego indeksu STOXX Europe 600. Dokładnie o godz. 15:00 wskaźnik ten tracił na wartości niewiele, bo 0,28%, ale wcześniej znajdował się on już zarówno na 5,07% minusie, jak i 1,63% plusie. W tym samym czasie, główny wskaźnik GPW, czyli WIG20 handlowany był na 2,16% minusie (2338,46 pkt), a schodząc dziś poniżej bariery niecałych 2354 pkt także i on wszedł w rynek niedźwiedzia. Skala dzisiejszych wahań wskaźnika blue-chipów GPW także jest imponująca: od minus 5,03% do plus 1,83%.
Marek Nienałtowski