Na giełdzie zakończył się kolejny nic nie znaczący dzień. Nadal obrót utrzymuje się na niskim poziomie, a aktywność graczy ogranicza się do ślepego kopiowania ruchów zachodnich indeksów. Początek dnia sprawiał jeszcze wrażenie, że po słabej sesji w Stanach popyt stoi na przegranej pozycji i indeksy zakończą na spadkach, ale poziom 2300 pkt. po raz kolejny był skuteczną barierą od której udało się rynkowi odbić. Dzisiejsze zachowanie parkietów trudno tłumaczyć danymi makro,

Na giełdzie zakończył się kolejny nic nie znaczący dzień. Nadal obrót utrzymuje się na niskim poziomie, a aktywność graczy ogranicza się do ślepego kopiowania ruchów zachodnich indeksów.

Początek dnia sprawiał jeszcze wrażenie, że po słabej sesji w Stanach popyt stoi na przegranej pozycji i indeksy zakończą na spadkach, ale poziom 2300 pkt. po raz kolejny był skuteczną barierą od której udało się rynkowi odbić.

Dzisiejsze zachowanie parkietów trudno tłumaczyć danymi makro, ponieważ jedyną informacją był finalny odczyt PKB ze strefy euro za pierwszy kwartał 2010, ale są to dane już tak stare, że nie mogły wywołać żadnej reakcji. Poza tymi jedynymi danymi dla strefy euro była też publikacja ilości zamówień w niemieckim przemyśle, które mogły odrobinę rozczarować, bo zamiast spodziewanego wzrostu o 0,5 proc. nastąpił dokładnie taki spadek.

To wszystko to jednak drobiazgi, które nie mają znaczenia dla inwestorów. W takiej sytuacji najbardziej przekonującym powodem do wzrostów były informacje z amerykańskich sieci detalicznych, które poinformowały o największym od czterech lat wzroście sprzedaży. Po części może to być traktowane jako umowny koniec kryzysu, bo konsumenci kupują więcej tylko jeżeli nie boją się o pracę i wynagrodzenie.

Im bliżej było do sesji amerykańskiej tym więcej wigoru wykazywali kupujący, dzięki czemu ostatnie trzy godziny WIG20 spędził na odrabianiu porannych strat. Udało się je ograniczyć niemal do zera, ale zaledwie miliardowy obrót to za mało by mówić o jakichkolwiek średnioterminowych zmianach. Nadal utrzymujemy się w ponad miesięcznym trendzie bocznym i jedyną perspektywą wyrwania się z tej konsolidacji niosą raporty kwartalne spółek. Jeżeli i one, podobnie jak ostatnie dane makro, zaskoczą negatywnie to korekta całej rocznej hossy będzie nieunikniona.

Paweł Cymcyk

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj