GUS podaje, że wśród nowo zarejestrowanych bezrobotnych w Polsce, ponad 7,1 proc. stanowią cudzoziemcy, podczas gdy rok temu było to zaledwie 0,4%. Tak wysokie bezrobocie w tej grupie to efekt przypływu uchodźców z Ukrainy, którzy uciekli do Polski przed wojną i pierwotnie nie zamierzali podjąć tutaj zatrudnienia. Mijają jednak miesiące, a oni muszą z czegoś żyć. Jak ich zachęcić do pracy i gdzie mogą znaleźć wsparcie, jeśli chcą pracować – to pytania, na które koniecznie trzeba znaleźć odpowiedzi. I to szybko…

Po wybuchu wojny w Ukrainie zmienił się profil cudzoziemcy na rodzimym rynku pracy. Już wcześniej ponad 60% osób spoza Polski, poszukujących u nas pracy, to byli Ukraińcy – przyjeżdżali na ok. 3-6 miesięcy po to, by zarobić i wrócić, często w pojedynkę, bez dzieci, gotowi na spędzenie w pracy jak największej liczby godzin, bez specjalnych wymagań co do warunków noclegowych. Tamtych Ukraińców dzisiaj już u nas nie ma. Mężczyzn zatrzymała wojna, a w Polsce mieszkają głównie kobiety z dziećmi. Pamiętajmy, że w ogóle nie myślały o przyjeździe do Polski, nie chciały u nas pracować, nie chciały tutaj same mieszkać, zmusiła je sytuacja – przypomina Anna Rogińska
z Grupy VIPoL, firmy specjalizującej się w łączeniu pracowników spoza Polski z pracodawcami na polskim rynku pracy. Część z nich pomimo strachu przed wciąż trwającą wojną wróciła już na Ukrainę, a cześć postanowiła zostać i już pracuje, bądź powoli rozgląda się za odpowiednim dla siebie zajęciem. Ukraińcy mają świadomość, że na tym etapie muszą już się na coś zdecydować, normalnie iść do pracy, mieć za co płacić rachunki. To jednak nie takie proste. Pomimo ułatwień nie są u siebie. Nie znają dobrze języka, odczuwają różne przeszkody mentalne i kulturowe – choćby takie, że chcą mieszkać i poszukiwać pracy tylko w dużych miastach, a aż 80% dostępnych ofert pracy znajduje się w mniejszych miejscowościach. Z doświadczenia agencji pracy tymczasowej wynika, dlaczego Uchodźcy wybierają duże miasta i boją się zamieszkać poza nimi – po prostu na Ukrainie praca jest tylko w dużych miejscowościach.


Praca w mniejszych miastach


To, że cudzoziemcy nie pracują, nie wynika zatem z tego, że pracy nie ma. Owszem jest – polski rynek pracy jest bardzo chłonny, szczególnie w firmach produkcyjnych czy w branży budowlanej brakuje rąk do pracy. Przecież pół miliona mężczyzn z Ukrainy wyjechało z Polski po wybuchu wojny – ich miejsca się więc zwolniły. Nie są to jednak role, których chętnie podejmą się kobiety – szczególnie te panie, które muszą pogodzić pracę zawodową z opieką nad dziećmi. Niektóre pozycje nie pasują też do kwalifikacji kandydatek (często bardzo wysokich) i nie każdemu łatwo jest się pogodzić z tym, by pracować poniżej kompetencji. Do tego 72% uchodźców nie ma gotowości do relokacji na terenie Polski (Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego; 2022 r.), co również może wynikać z faktu, że 63% to matki, które szukają miejsc do życia, gdzie łatwiej o opiekę medyczną i edukację. W dużych miastach jest też większa ukraińska społeczność, co pomaga odnaleźć się w nowej rzeczywistości, szczególnie, że 45% uchodźców nie zna języka polskiego.

Konieczność systemowych rozwiązań


Trwają prace nad systemowymi zachętami dla uchodźców do przeniesienia się do niewielkich miast i wsi, czyli tam, gdzie praca czeka na człowieka. Planowane jest przystosowywanie pustostanów do zamieszkania, zapewnienie dodatkowych benefitów zachęcających do wyjazdu z dużego miasta, zagwarantowanie darmowych kursów języka polskiego i szkoleń zawodowych np. certyfikatu UDT, zapewnienie miejsc noclegowych dla rodziny pracownika i wprowadzenie różnorodnych udogodnień w pracy przez samych pracodawców, a także przez agencje pracy. Na dzieci obcokrajowców mają czekać miejsca w przedszkolach i szkołach, zakłada się też podejmowanie lokalnych działań na rzecz tworzenia społeczności uchodźców w danych miejscowościach. To wszystko jest bardzo ważne, bo nie zapominajmy, że, jak wynika z badań Barometru Polskiego Rynku Pracy, 63% kandydatów do pracy szuka swojego miejsca pracy przez rodzinę i znajomych, a tylko 10% przez agencję zatrudnienia – wyjaśnia ekspertka Grupy VIPoL.

Tymczasem agencje pracy zapewniają cudzoziemcom pełną obsługę, proponując konkretne oferty pracy dostosowane do oczekiwań. Dbają też o to, by pracownik otrzymał zrozumiałą dla siebie umowę o pracę, miał przeprowadzone badania wstępne i szkolenie BHP oraz załatwione wszelkie sprawy kadrowo-finansowe. Pracownik nie musi znać ani języka, ani prawa polskiego, a może mieć pewność, że Agencja dopilnuje wszystkich spraw. Może też skorzystać z opieki koordynatora, który udzieli wskazówek w różnych życiowych sprawach. Siła ukraińskiej społeczności jest więc wielka, ale agencje pracy też powinny reagować na tę sytuację i wspierać cudzoziemców w znalezieniu zatrudnienia.


My w Grupie VIPoL, która jest polską firmą z ukraińskimi korzeniami, dobrze to wiemy – dlatego robimy wszystko, by pomóc tym, którzy tej pomocy najbardziej potrzebują. Założyliśmy w tym celu Fundację VIPoL Wspieramy razem. Aktualnie prowadzimy akcję Pracodawca bez Granic, w ramach której doceniamy tych polskich przedsiębiorców, którzy zatrudniają lub zamierzają zatrudnić uchodźców. Uważamy, że firmy, wspierające uchodźców w odnalezieniu się na naszym rynku pracy, to klucz do sukcesu w tej sytuacji i tego typu inicjatywy zasługują na szczególne docenienie. Zapraszamy do darmowych zgłoszeń poprzez wypełnienie formularza na stronie www.pracodawcabezgranic.pl

Źródło: agencja Pi-aR+

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj