Mimo słabszych niż oczekiwano danych z rynku pracy, Wall Street zakończyła tydzień wzrostem indeksów. Dziś rano rosły giełdy azjatyckie, a Europa zdaje się nie mieć wyboru. Liczba nowych miejsc pracy wzrosła w Stanach o 36 tys., a oczekiwano 145 tys. Opublikowane przed sesją dane były więc zaskakująco słabe, ale równie blado wypadła reakcja nie. Zresztą błyskawicznie pojawiły się usprawiedliwienia dla słabych danych – to rekordowe opady śniegu wstrzymały prace i zatrudnienie. 

Mimo słabszych niż oczekiwano danych z rynku pracy, Wall Street zakończyła tydzień wzrostem indeksów. Dziś rano rosły giełdy azjatyckie, a Europa zdaje się nie mieć wyboru.
 
Liczba nowych miejsc pracy wzrosła w Stanach o 36 tys., a oczekiwano 145 tys. Opublikowane przed sesją dane były więc zaskakująco słabe, ale równie blado wypadła reakcja nie. Zresztą błyskawicznie pojawiły się usprawiedliwienia dla słabych danych – to rekordowe opady śniegu wstrzymały prace i zatrudnienie. Oczywiście można zapytać, czy ekonomiści nie zauważyli rekordowych opadów śniegu wcześniej, przed ułożeniem swoich prognoz, ale ważna jest nie zdolność ekonomistów do samokrytyki, lecz reakcja rynku.
 
S&P wzrósł na koniec sesji do nowego rekordu hossy (1310 pkt) ignorując zaklęcia pesymistów i nie dając rynkom azjatyckim innego wyboru niż zwyżki. Kospi i Nikkei zyskały po 0,5 proc., ale trzeba pamiętać, że Seul wraca do gry po dwóch dniach przerwy świątecznej. Jego wzrost nie jest więc tylko reakcją na nowy rekord Wall Street, ale skondensowaną reakcją na trzy ostatnie sesje w Stanach. W tym samym kontekście należy odebrać 0,6 proc. spadek Hang Seng. 
 
Europa zapewne także pozostanie pod presją rekordu na Wall Street. Tym bardziej, że w tle mamy także dalsze rekordy na rynkach surowcowych oraz spadek cen obligacji (także niemieckich), co może przeciągnąć kapitał z rynku długu na akcyjny. Dla GPW zagrożeniem może być informacja z weekendu o wycofaniu przez inwestorów globalnych 7 mld USD z rynków wschodzących w ciągu ostatniego tygodnia. Jednak trzeba pamiętać, że GPW nie była wcześniej magnesem przyciągającym większość tego kapitału, lecz jedynie niewielką jego część. Z tego powodu również odpływ nie powinien być duży, czego najlepszym dowodem może być zresztą zachowanie WIG20 z ostatniego tygodnia (w gruncie rzeczy nic się nie zmieniło).
Po stronie plusów możemy zapisać spekulacje prasowe na temat zmian w OFE.
 
Zdaniem Dziennika Gazety Prawnej wprowadzenie zmian od 1 kwietnia jest terminem nierealnym, a bliższym rzeczywistości jest 1 czerwca. Jeśli tylko rynki uwierzyły, że rząd jest w stanie pracować na tyle sprawnie, by tak dużą zmianę zamknąć do 1 kwietnia, to rynek mógłby pozwolić sobie dziś na mały oddech ulgi. Sytuacja jest o tyle ciekawa, że nawet mały wzrost może zmienić sytuację techniczną WIG20. Już w piątek w trakcie sesji indeks znalazł się na najwyższym poziomie od 12 sesji i ponowienie tej próby mogłoby wywindować indeks nawet w okolice szczytów hossy.
 
W tym tygodniu nie będą w tym przeszkadzały dane makro, które i tak były zresztą przez rynki ignorowane, jeśli tylko okazały się rozczarowujące. Dziś poznamy zamówienia w przemyśle Niemiec (grudniowe) jutro niemiecką produkcję przemysłową (także za grudzień) i to właściwie wszystkie atrakcje aż do piątku. Rynek na dane z Niemiec raczej nie zareaguje (są „za stare”), ale warto na nie spojrzeć pod kątem uwarunkowań dla polskiego eksportu. 
 
Tych kilka dni bez ważniejszych publikacji może nam przynieść ciekawe informacje o rynku. Bez informacyjnego szumu łatwiej będzie ocenić jego kondycję, choć bliskość rekordowych poziomów i tak skłania do optymizmu.
 
Emil Szweda
 
 
 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj