Na giełdach trwa huśtawka nastrojów. Silne ruchy w obu kierunkach obserwujemy nie tylko z dnia na dzień, ale i w trakcie sesji. Do grona rynków mocno zmiennych dołączyło też złoto. Choć środowe zachowanie się europejskich indeksów trudno uznać za stabilne, to wskaźniki na Wall Street wykazały się jeszcze większą zmiennością. Tylko zakres wahań był mniejszy. DAX przebył w ciągu dnia dystans 230 punktów, a różnica między jego najniższą, a najwyższą wartością przekroczyła 4 proc. S&P500 ze swymi 22 punktami cechował się rozpiętością o połowę mniejszą, licząc w procentach.
Na giełdach trwa huśtawka nastrojów. Silne ruchy w obu kierunkach obserwujemy nie tylko z dnia na dzień, ale i w trakcie sesji. Do grona rynków mocno zmiennych dołączyło też złoto.
Warto zwrócić uwagę na zachowanie złota, które po ustanowieniu we wtorek rekordu na poziomie 1912 dolarów za uncję, już w środę oddało z niego ponad 160 dolarów, spadając łącznie o 8,5 proc. Podobne ruchy pojawiały się poprzednio przy okazji bicia każdego co bardziej spektakularnego rekordu lub po każdej silniejszej fali zwyżkowej. Tym razem bezpośrednim powodem tąpnięcia były decyzje giełd o zwiększeniu depozytów zabezpieczających dla kontraktów na złoto. W niepewnych czasach nie ma pewnych inwestycji i nawet cieszące się doskonałą renomą złoto potrafi dostarczyć niemiłych emocji.
Po okresie względnego spokoju dziś na giełdach azjatyckich silne wzrosty. Nikkei na godzinę przed końcem handlu zyskiwał ponad 2 proc., podobnie jak indeks w Szanghaju. W Hong Kongu zwyżka sięgała 1,5 proc. Z tego grona wyłamał się Tajwan, gdzie doszło do spadku o ponad 1 proc. W dół po 0,2-0,3 proc. szły rano kontrakty na amerykańskie indeksy.
Nasz parkiet od dwóch dni nie tylko demonstruje słabość ale jest też jest wyjątkowo chimeryczny. WIG20 ma wyraźne kłopoty z kontynuacją odreagowania po spadkach. Podaż twardo trzyma byki w ryzach, nie dopuszczając do większej zwyżki.
Roman Przasnyski