12 Lipiec 2026

Massa: Nie jestem kierowcą numer 2

mBrokers.pl
Udostępnij:

Felipe Massa zaprzeczył w czwartek jakoby był w Ferrari kierowcą numer 2. Spekulacje na ten temat pojawiły się w mediach po tym, jak podczas niedzielnego Grand Prix Niemiec Brazylijczyk posłuchał tzw. team orders i przepuścił kolegę z zespołu - Fernando Alonso.Jeśli kiedykolwiek usłyszycie ode mnie, że jestem numerem dwa, z miejsca zakończę swoją karierę. Na Węgry jadę po zwycięstwo, bez względu na wszelkie okoliczności - powiedział Massa.

Felipe Massa zaprzeczył w czwartek jakoby był w Ferrari kierowcą numer 2. Spekulacje na ten temat pojawiły się w mediach po tym, jak podczas niedzielnego Grand Prix Niemiec Brazylijczyk posłuchał tzw. team orders i przepuścił kolegę z zespołu - Fernando Alonso.

- Jeśli kiedykolwiek usłyszycie ode mnie, że jestem numerem dwa, z miejsca zakończę swoją karierę. Na Węgry jadę po zwycięstwo, bez względu na wszelkie okoliczności - powiedział Massa.

Dla Brazylijczyka najbliższe GP będzie miało znaczenie symboliczne. W ubiegłym sezonie na torze Hungaroring kierowca Ferrari o mały włos nie stracił oka, a być może i życia. 25 lipca 2009 r., podczas drugiej części kwalifikacji, Massa został uderzony w kask przez sprężynkę, która odpadła od bolidu Rubensa Barrichello.

- Rok po tym wydarzeniu mam zamiar powalczyć o zwycięstwo dla mojego kraju. Dla mnie Brazylia zawsze była najważniejsza. Gdy znajduję się na torze, mam przeświadczenie, że rywalizuję dla kibiców z mojego kraju - przyznał Massa.

Kierowca Ferrari nie omieszkał także odnieść się bezpośrednio do wydarzeń z toru Hockenheim. - Zawsze staram się walczyć dla zespołu. Moim celem są jednak zwycięstwa.

Tymczasem rodak Felipe Massy, Rubens Barrichello, stwierdził, że bardzo współczuje kierowcy Ferrari. - Szkoda mi Felipe. Dokładnie widziałem, co wydarzyło się podczas GP Niemiec. Uważam, że takie postępowanie jest niedopuszczalne - przyznał Barichello, który sam poddawany był podobnym naciskom, gdy startował w barwach Ferrari razem z Michaelem Schumacherem.



Zobacz także:

- White: Renault jest daleko w tyle

- Na "team orders" wygrał… Kubica

- Kara dla Ferrari!