Opublikowane dzisiaj dane makro z Eurolandu były rozczarowujące – uwagę przykuwa zwłaszcza wrześniowy spadek zbiorczego PMI Composite poniżej bariery 50 pkt. – do 49,2 pkt., na co złożyła się zniżka PMI dla przemysłu do 48,4 pkt. i usług do 49,1 pkt. Niepokojąca jest też dynamika spadku nowych zamówień w przemyśle, która wyhamowała w lipcu do 8,4 proc. r/r, a w ujęciu miesięcznym spadła o 2,1 proc. m/m. Jednocześnie na rynku nadal spekulowano o kiepskiej sytuacji francuskich banków, rynek reagował też na wczorajsze cięcia ratingów przez S&P dla włoskich instytucji. 

Opublikowane dzisiaj dane makro z Eurolandu były rozczarowujące – uwagę przykuwa zwłaszcza wrześniowy spadek zbiorczego PMI Composite poniżej bariery 50 pkt. – do 49,2 pkt., na co złożyła się zniżka PMI dla przemysłu do 48,4 pkt. i usług do 49,1 pkt. Niepokojąca jest też dynamika spadku nowych zamówień w przemyśle, która wyhamowała w lipcu do 8,4 proc. r/r, a w ujęciu miesięcznym spadła o 2,1 proc. m/m. Jednocześnie na rynku nadal spekulowano o kiepskiej sytuacji francuskich banków, rynek reagował też na wczorajsze cięcia ratingów przez S&P dla włoskich instytucji.

Słowem pesymizm był tak duży, że nie udało się utrzymać bariery 1,35 na EUR/USD – pękła dość łatwo i notowania szybko zeszły w okolice 1,34, a nawet je naruszyły (minimum to 1,3382 – notabene w bardzo mocnej już strefie wsparcia 1,3350-1,3400). Dalej dość mocno zyskiwał amerykański dolar względem pozostałych głównych walut– od kilku już tygodni główny beneficjent globalnego zamieszania, po tym jak SNB „wyeliminował” z gry tak lubianego wcześniej przez spekulantów franka. Po południu sytuacja zaczęła się nieco odwracać – trudno to jednak wiązać z nieco lepszym odczytem indeksów wyprzedzających LEI w amerykańskiej gospodarce (wzrost o 0,3 proc. m/m). Opublikowane wcześniej (o godz. 14:30) dane o cotygodniowym bezrobociu były neutralne (spadek liczby wniosków z 432 tys. do 423 tys.). W większym stopniu można by to wiązać z plotkami nt. możliwej interwencji banków centralnych, które miałyby po raz kolejny ułatwić europejskim bankom dostęp do bieżącego finansowania. To nie zostało jednak potwierdzone, chociaż na tej bazie tylko EUR/USD wzrósł w krótkim okresie czasu z 1,3382 ponad 1,3460 (stan z godz. 16:20). Nadal słaby pozostawał złoty, co pokazuje tylko jak złe jest nastawienie inwestorów do rynków wschodzących – warto jednak zaznaczyć, że bariera 4,50 zł za euro nie była testowana, więc to nadal silny opór. Z kolei dolar połamał poziom 3,30 i dotarł aż w okolice 3,35 zł. Po południu (godz. 16:22) złoty był już nieco mocniejszy – za euro płacono 4,4830 zł, a dolar spadał do 3,3280 zł. Agencje cytowały dzisiaj słowa prezesa NBP Marka Belki, który przyznał, że złoty odrywa się od fundamentów – to jednak nie oznacza, że bank centralny miałby szykować jakąś interwencję na rynku. Jutro rano na tapecie będą dane GUS – reakcja rynku na informacje o sierpniowej sprzedaży detalicznej i bezrobociu, może być jednak ograniczona.

EUR/USD: Przełamanie 1,35 nie oznacza od razu silnej fali spadkowej, gdyż bardzo mocne wsparcia to strefa 1,3350-1,3400. Jej wpływ zaczyna być już widoczny, więc wcale nie jest powiedziane, że nie uda się szybko powrócić ponad wspomniany na początku poziom 1,35. Mocna strefa oporu to obecnie 1,3550-1,3600. Na dziennym wykresie widać coraz wyraźniejsze, pozytywne dywergencje wskaźników z kursem.


Marek Rogalski

DM BOŚ (BOSSA FX)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj