Wczoraj wieczorem Izba Reprezentantów Kongresu USA relacją głosów 269 do 161 zaakceptowała plan wypracowany wcześniej przez prezydenta Baracka Obamę i politycznych liderów obu ugrupowań. O tym, że znów było nieco nerwowo świadczył chociażby dramatyczny apel republikańskiego spikera Johna Boehnera o poparcie Republikanów i spotkania wiceprezydenta Joe Bidena z Demokratami. Finalnie jednak, po obu stronach znalazły się spore grupki tych, którzy planu cięć wydatków nie poparli.

Wczoraj wieczorem Izba Reprezentantów Kongresu USA relacją głosów 269 do 161 zaakceptowała plan wypracowany wcześniej przez prezydenta Baracka Obamę i politycznych liderów obu ugrupowań. O tym, że znów było nieco nerwowo świadczył chociażby dramatyczny apel republikańskiego spikera Johna Boehnera o poparcie Republikanów i spotkania wiceprezydenta Joe Bidena z Demokratami. Finalnie jednak, po obu stronach znalazły się spore grupki tych, którzy planu cięć wydatków nie poparli.

U Republikanów byli to głównie przedstawiciele liberalnej gospodarczo frakcji Tea Party, a także ci, którzy obawiali się, że mechanizm cyngla uderzy w wydatki na obronność (zostanie on uruchomiony automatycznie, jeżeli do końca roku ponadpartyjna komisja nie wypracuje planu cięć wydatków na 1,5 bln USD). Po stronie Demokratów obawy również dotyczyły mechanizmu cyngla – ale w kwestii ograniczenia wydatków na sztandarowy program Obamy, czyli Medicare. Czyżby Kongresmeni rzeczywiście obawiali się, że ponadpartyjna komisja będzie wiecznie sparaliżowana przez kłótnie i mechanizm cyngla, rzeczywiście zostanie w końcu roku uruchomiony? Jeżeli tak, to nie jest to najlepsza informacja dla gospodarki, która i tak zaczyna już mieć poważne problemy. O wczorajszym słabym indeksie ISM dla przemysłu pisałem w raporcie popołudniowym, podobnie jak o utrzymującym się ryzyku obniżki ratingu USA. Najbliższe dni, a może tygodnie, pokażą na ile jest ono możliwe.

Dzisiaj o godz. 18:00 amerykańskim planem oszczędnościowym zajmie się Senat, ale to już będzie tylko formalność, a zatem nie powinna wywoływać dużych emocji. Tym samym warto będzie się skupić na publikacji danych makroekonomicznych (o godz. 11:00 PPI z Eurolandu, a o godz. 14:30 dochody, wydatki i wskaźnik PCE Core w USA), o których więcej piszę w subiektywnym kalendarium. Po wczorajszym słabym odczycie indeksu ISM i kiepskim PKB w miniony piątek, najpewniej pomału zaczną wracać spekulacje nt. możliwego programu QE3 w wydaniu FED – zwłaszcza, jeżeli piątkowy odczyt Departamentu Pracy byłby równie słaby. Tyle, że przy utrzymującym się ryzyku obniżki ratingu USA, program QE3 nie miałby większego sensu ekonomicznego, poza doraźną poprawą nastrojów na rynkach finansowych.

Wtorkowy ranek przynosi słabość europejskiej waluty, co jest wynikiem rosnących obaw o peryferia Eurolandu. Zwracałem na to uwagę już wczoraj i we wcześniejszych raportach – jeżeli globalna gospodarka wejdzie w stagnację, to sytuacja w krajach PIIGS jeszcze bardziej się pogorszy. Jeżeli Włochom, czy Hiszpanii zacznie grozić recesja, to będzie im bardzo trudno wyjść z rosnącej pętli zadłużenia. Dodatkowo trzeba się też liczyć z tym, iż fakt ten będą chcieli skrupulatnie wykorzystać spekulanci – widać, że rentowności obligacji tych krajów znów idą mocno w górę.

Ciekawą sytuację mamy na rynku japońskiego jena. Aprecjacja została powstrzymana po tym, jak nasiliły się spekulacje odnośnie możliwej interwencji Banku Japonii (BoJ). Dzisiaj rano minister finansów Yoshihiko Noda przyznał, iż pozostaje w bliskim kontakcie z przedstawicielami Banku Japonii, a także innych banków centralnych i będzie uważnie obserwować rynek, zwłaszcza dzisiaj. Niemniej zdaniem ministra gospodarki, Kaoru Yosano nic nie wiadomo nt. konkretnej interwencji, czy też możliwości dalszego rozluźnienia polityki monetarnej przez BoJ.

O godz. 9:15 opublikowane zostały dane o sprzedaży detalicznej w Szwajcarii – wzrosła ona w czerwcu aż o 7,4 proc. r/r wobec spadku o 3,9 proc. r.r w maju. Z kolei indeks PMI wzrósł w lipcu do 53,5 pkt. z 53,4 pkt., chociaż spodziewano się jego spadku do 52 pkt. Nie ma tym samym argumentów dla interwencji na rynku franka, co już widać w kursie tej waluty, która nadal wyraźnie zyskuje.

Na koniec warto chwilę poświęcić sytuacji w kraju. Na złotym znów odbija się wzrost awersji do ryzyka i obawy o stan globalnej gospodarki – wczorajszy lepszy odczyt PMI dla Polski został ewidentnie zignorowany, co pokazuje, że wpływ na naszą walutę mają głównie czynniki międzynarodowe. Niemniej warto zwrócić uwagę na wczorajszy, dość obszerny wywiad ministra finansów dla agencji Reuters. Zwłaszcza, że zdaniem Jacka Rostowskiego po jesiennych wyborach nie ma potrzeby przyspieszenia reform, gdyż większość działań została już przeprowadzona. Komentarz jest tutaj zbyteczny, poczekajmy lepiej na wypowiedzi przedstawicieli agencji ratingowych…

EUR/PLN: Widoczne jest wyraźnie wybicie ponad poziom 4,00. Obecnie testujemy opór na 4,02 i jest wielce prawdopodobne, że dzisiaj dojdzie do próby złamania okolic 4,0250-4,0280, gdzie są ostatnie lokalne szczyty. W perspektywie najbliższych dni mamy szanse na testowanie okolic 4,04-4,06.

USD/PLN
: Rynek złamał lokalny opór na 2,82 i idziemy w stronę 2,84, który również powinien zostać dzisiaj sforsowany. W perspektywie do końca tygodnia powinno dojść do testu strefy 2,88-2,92.

EUR/USD: We wczorajszym raporcie popołudniowym zwracałem uwagę na możliwość krótkiej korekty do 1,4250-1,4280, co miało miejsce. Dzisiaj rano zgodnie z przewidywaniami, rynek wybił się dołem na nowe minima. Mocne wsparcie to teraz strefa 1,4100-1,4150. W kolejnych dniach rośnie jednak prawdopodobieństwo testowania okolic 1,3850-1,3900.

GBP/USD: Wczoraj funt mocno zawrócił w dół naruszając na chwilę wsparcie na 1,6250. Dzisiaj powinna zostać podjęta próba wyraźnego złamania tego poziomu, co powinno skutkować zejściem do 1,6150 w perspektywie kolejnych kilkudziesięciu godzin.


Marek Rogalski

DM BOŚ (BOSSA FX)

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj